Czy wierzysz w św. Mikołaja?

Nieprawdziwy?

W ubiegłym tygodniu Kalinka razem z dziećmi ze swojego przedszkola pojechała do Pamiątkowa w odwiedziny do św. Mikołaja. Czas tam spędzony mieli bardzo sympatycznie wypełniony zajęciami o charakterze  świątecznym: wycinanie, pieczenie i dekorowanie pierniczków, ubieranie choinki, zabawy taneczne, zwiedzanie gospodarstwa pełnego kóz, koni i krów, a wisienką na torcie było spotkanie ze św. Mikołajem.

Wieczorem, tuż przed zaśnięciem, o ile nie nastąpi ono wcześniej – w trakcie czytania, przypominamy sobie najważniejsze wydarzenia dnia.

Oczywiście hitem tego dnia było osobiste poznanie św. Mikołaja.

„A wiesz mamo, – Kala przeszła w lekko konspiracyjny ton – to wcale nie był PRAWDZIWY MIKOŁAJ.
Pociągnęłam go za brodę i ona była sztuczna. To był jakiś zwykły, stary dziadek!”

Poczułam dumę! Autentyczną dumę, że mojego dziecka nie da się tak łatwo oszukać sztuczną brodą i czerwoną czapką.

Próbowałam tłumaczyć – „Wiesz, bo tak naprawdę nie ma Mikołaja, to stara legenda, która stała się tradycją, a tak naprawdę prezenty przygotowują dla siebie najbliżsi, rodzina, rodzice, przyjaciele”.  Jednak z każdym moim słowem na jej buzi malowało się coraz mocniej niedowierzanie, przerażenie a potem  taaaka zaciekłość. „Mamo! Ale Mikołaj NAPRAWDĘ istnieje!” – powiedziała stanowczo i z pełnym przekonaniem.

Koniec, kropka. Bez dyskusji.

„Tak, tak, oczywiście, że istnieje – poddałam się – pewnie jest teraz bardzo zajęty i musiał poprosić kogoś, żeby go zastąpił. Śpij dobrze, dobranoc.”

Od tego wieczoru wciąż rozmyślam o tym całym „pozwolić wierzyć, czy nie”.

Bądź tu mądry drogi rodzicu. Z jednej strony chcesz wychować dziecko myślące samodzielnie, odporne na manipulacje, świadome tego co prawdziwe, a co nie. A z drugiej strony – no właśnie. Wcale nie masz ochoty odzierać go z marzeń, z dziecięcych fantazji, z wiary w magiczny świat pełen cudów, gdzie wszystko może się zdarzyć, bo jedynym ograniczeniem jest jego własna wyobraźnia. Sama kocham fantastykę, odkąd pamiętam fascynowało mnie wszystko, co tajemnicze, magiczne i „zupełnie nierealne”. Moja fantazja była największym bogactwem mojego dzieciństwa, moją ostoją i ucieczką od smutków.

Doskonale pamiętam moją wiarę w św. Mikołaja

Ten dreszczyk emocji, gdy mama wracając od drzwi wejściowych mówiła :”Widziałam, jak Mikołaj wychodził od sąsiadów, pewnie zaraz przyjdzie do nas.” Tak bardzo się wtedy koncentrowałam, żeby go nie przeoczyć, a i tak mi się nie udawało! Za to pod choinką w zupełnie magiczny i niepojęty dla mnie sposób pojawiały się prezenty.

Pamiętam gdy raz za Mikołaja przebrał się mój tato. Czerwone mikołajowe uniformy nie były wtedy tak dostępne jak dziś i  założył po prostu jakiś stary kożuch, na głowę zwykłą czapkę, a twarz zasłonił brodą z waty. Wpadł do domu i dudniącym basem zapytał, czy dzieci były grzeczne. Oczywiście bardzo nas wystraszył – szczególnie moją młodszą siostrę. Zostawił jednak dla tych grzecznych dzieci coś naprawdę wymarzonego i wyproszonego – prawdziwego konia na biegunach!

W ubiegłe święta dla kolejnego pokolenia w roli Mikołaja wystąpił mój brat. Dzieci były zaskoczone, ale też autentycznie zachwycone! Jeszcze długo wspominały wizytę św. Mikołaja. Podejrzewam, że w tym roku nie przejdzie to już tak łatwo. Jednak sama wiara w tego odzianego w czerwień brodatego staruszka jest u nich wciąż bardzo silna.

Jakieś trzy lata temu na forum zaprzyjaźnionych mam ktoś podniósł dyskusję o wierze w Mikołaja i co w zasadzie najlepiej mówić dziecku. Bardzo podobała mi się wypowiedź jednej z mam. Jej treść zamykała się mniej więcej w tym, co próbowałam parę dni temu przekazać mojemu dziecku i odbiłam się od ściany. Może prościej byłoby, gdybyśmy mieli władzą absolutną nad tym, jakie treści docierają do naszego dziecka – co jest sytuacją czysto hipotetyczną, chociaż do pewnego czasu tak właśnie jest. Ale jest to bardzo krótki czas – kilka pierwszych miesięcy życia dziecka.  Potem jego sieć społeczna powoli się rozszerza o rodzeństwo, dziadków, rodzinę bliższą i dalszą, przyjaciół, znajomych, grupę rówieśniczą, przedszkolną, szkolną (wtedy mamy już wrażenie, że przestajemy panować nad czymkolwiek).  Próba panowania nad tym skończyłaby się chyba totalną frustracją rodzica. Wiem, można by teraz zadać sobie pytanie: no fajnie – dziś wiara w Mikołaja, jutro wiara w to, że narkotyki nie są groźne. Poległaś na pierwszym, to jak przekonasz dziecko o zagrożeniu w drugim przypadku?

Nie jestem specjalistką od rodzicielstwa, ani wyrocznią absolutną.

Zdaję się tu na priorytety, na więź jaką tworzę z dzieckiem, na zaufanie i na intuicję. Z całą pewnością sprawy dotyczące zdrowia i bezpieczeństwa przekazuję w inny, dobitny i jednoznaczny sposób. Św. Mikołaj, mimo, że czerwony, nie ma „czerwonego kodu”. To jedno z tych drobnych, niegroźnych kłamstewek, które kwituję tajemniczym uśmiechem.

I am „Wish Person”

Tak, postanowiłam, że na razie podtrzymam w moich dzieciach tą niewinną wiarę w białobrodego, sympatycznego jegomościa. Choć powoli przygotowuję sobie grunt pod wersję „prawdziwe życie”. Wczoraj na przykład w drodze powrotnej z przedszkola znów gawędziłyśmy sobie z Kalą o Mikołaju i o tym, że już niedługo będą jego imieniny.

Nagle Kalina niemal ze łzami w oczkach powiedziała:

„Mamo, ale ja jeszcze nie napisałam listu do Mikołaja i skąd on będzie wiedział, o czym marzę?!”
„Nie martw się skarbie, Mikołaj wszystko będzie wiedział.”
„Ale skąd?!”
„Nic się nie bój, ja o wszytko zadbam.”

Na koniec krótki film jaki znalazłam w internecie o tym, jak rodzice mówią swoim dzieciom, że św. Mikołaj nie istnieje.

Trochę mi było smutno oglądać te rozczarowane buzie. Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii.

Tymczasem idę pucować swoje buty.

Radosnych Mikołajek!

Dodaj komentarz